"Twierdzenie, iż nie ma czegoś takiego jak płeć i że kobieta i mężczyzna niczym się nie różnią, jest obrzydliwym kłamstwem. Równie dobrze można by twierdzić, że nie ma czegoś takiego jak pory roku, a lato i zima to to samo."

plec

Natrafiłem na informację prasową, dość zatrważającą:

"Szwedzkie dzieci mogą chodzić do przedszkola, w którym nie rozróżnia się płci. W działającej w Sztokholmie placówce "Egalia" nie używa się nawet słów: "dziewczynka" i "chłopiec". Przedszkole pracuje zgodnie z zasadami ideologii genderowej. Organizacja placówki i jej wystrój mają tworzyć klimat "neutralny płciowo". Dzieci bawią się wózkami do zakupów i lalkami o nieokreślonej płci. W przewidzianych dla przedszkolaków lekturach nie występują heteroseksualni rodzice. Zamiast nich dzieci poznają samotnych rodziców lub pary tej samej płci.

Szwedzki pomysł znajduje naśladowców w innych krajach, także w Polsce. W ubiegłym roku w Krakowie przeprowadzono pewien "eksperyment pedagogiczny" - tzw. warsztaty antydyskryminacyjne dla dzieci. Maluchy miały się uczyć tolerancji dla inności. Dzieci, którym czytano "tolerancyjną" bajkę dziwiły się jednak, dlaczego królewicz wybrał nie królewnę, ale księcia." [Za: "Rzeczpospolita"- 08.02.2011 r.]

Jestem mężczyzną. Nie jestem kobietą. Jest dla mnie oczywiste, że kobieta i mężczyzna to nie jest to samo. Tak samo oczywiste jest dla mnie, iż płeć nie jest czymś, o czym się samemu decyduje i co można zmieniać, lecz jest nam przypisana na całe życie. Twierdzenie, iż nie ma czegoś takiego jak płeć i że kobieta i mężczyzna niczym się nie różnią jest obrzydliwym kłamstwem. Równie dobrze można by twierdzić, że nie ma czegoś takiego jak pory roku, a lato i zima to to samo. Wprawdzie według hitlerowca Goebbelsa "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą", jednakże wmawianie przedszkolakom, iż coś takiego jak płeć nie istnieje, nigdy nie sprawi iż tak stanie się to prawdą. Doprowadzić to może jedynie do zamętu w głowach tych dzieci i ich późniejszych problemów z przeżywaniem własnej płciowości i samoakceptacji siebie.

Całe szczęście, że na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy chodziłem do przedszkola, to w mojej grupie byli zarówno chłopcy i jak dziewczynki i nikt nie starał się mi wmawiać, że nie jestem chłopcem tylko bezpłciowym dziecięciem. Między innymi dzięki temu dziś mogę bez żadnych wątpliwości powiedzieć: JESTEM MĘŻCZYZNĄ i cieszyć się z przeżywania swojej męskości, z bycia mężem, ojcem, podporą rodziny. Realizowanie siebie, w tym także realizowanie swojej płciowości, jest czymś co daje mi wiele radości, satysfakcji i poczucia spełnienia. Cieszę się z tego, że wiem kim jestem. Cieszę się z tego, że jestem Mężczyzną.

Na koniec chciałbym podzielić się jeszcze jednym spostrzeżeniem. Myślę, iż powinienem Bogu dziękować za to, że nie jestem szwedzkim przedszkolakiem. Kto wie, czy w przypadku gdybym powiedział, że JESTEM CHŁOPCEM, nie zostałbym uznany za heretyka i nie trafił za karę do kąta?