Ktoś mi kiedyś powiedział, że człowiek w stanie łaski uświęcającej jest zawsze w stanie odróżnić dobro od zła. Teraz mimo woli badam trafność tego stwierdzenia, bowiem kilka dni temu straciłem tę umiejętność.

Mam duży problem z masturbacją i pornografią, a tu ciężko o jakiekolwiek sukcesy bez silnej motywacji, którą buduje właśnie mocne przekonanie o złym charakterze tychże rzeczy. Do tego z kolei potrzeba zrozumienia istoty problemu. Od tych kilku dni jest mi naprawdę ciężko. Choć na każde jutro patrzę z odwagą i wolą zwycięstwa, żadne go nie przynosi. Dlatego próbuję zrozumieć, wyjaśnić i opisać, co kryje się pod pojęciami grzechu masturbacji.
Najprościej będzie sięgnąć do mądrości zawartej w literaturze. Niestety, KKK nie wyjaśnia tej kwestii zbyt jasno. Czytamy w nim:
„...masturbacja jest aktem wewnętrznie i poważnie nieuporządkowanym. Bez względu na świadomy i dobrowolny motyw użycie narządów płciowych poza prawidłowym współżyciem małżeńskim w sposób istotny sprzeciwia się ich celowości. Poszukuje się w niej przyjemności płciowej poza relacją płciową, wymaganą przez porządek moralny, która urzeczywistnia w kontekście prawdziwej miłości pełny sens wzajemnego oddawania się sobie i przekazywania życia ludzkiego.”
Co tak naprawdę kryje się pod pojęciem „akt wewnętrznie i poważnie nieuporządkowany”? Te słowa dla przeciętnego chrześcijanina, szukającego pomocy w naukach Kościoła, są zwykłym bełkotem. Chcemy jasnego wyjaśnienia, co jest dobre, a co złe, i dlaczego. Z pomocą próbują przyjść dalsze zdania na ten temat zawarte w Katechizmie, ale i one są niejasne. Po kilkukrotnym przeczytaniu tych ustępów jestem chyba w stanie zrozumieć ich sens, ale i tak do mnie nie przemawiają. KKK okazał się w moim przypadku bezsilny. To może Karol Wojtyła? Chwytam dzieło „Miłość i Odpowiedzialność”, do którego od miesięcy zabieram się jak do jeża i szukam czegoś poświęconego mojemu problemowi.
Wygląda na to, że moje podejście do tematu nie jest nowatorskie. W rozdziale poświęconym wstrzemięźliwości, Autor pisze o człowieku:
„ ...poruszenia pożądliwości ciała nie ustępują z niego całkowicie, gdy tylko zostaną powściągnięte siłą woli – ustępują wtedy tylko jakoś powierzchownie; aby znikły zupełnie, musi człowiek wiedzieć, „dlaczego” je powściąga.”
Na pytanie „dlaczego” odpowiadać ma wartość, której wyznawanie ma nam uzasadniać powściągliwość. Uświadomienie jej sobie jest właśnie tym, co daje nam wolę czystości. Według Karola Wojtyły, pomocą w codziennych zmaganiach z żądzą powinna być sfera uczuciowości, którą należy wynieść ponad sferę zmysłowości. O ile dobrze rozumiem (język tej książki jest naprawdę wymagający!), miłość jest tym, co ma nas uskrzydlać i wieść ku wstrzemięźliwości. Tyle, że Autor pisze o relacjach możliwych między dwiema osobami różnej płci. Czy może to znaleźć zastosowanie w moim wypadku?
Zostawmy na chwilę „Miłość i Odpowiedzialność”. Zastanówmy się za to, czym jest grzech. Spytajmy KKK!
„Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu.”
Ta definicja nie jest zbyt jasna, prawda? Może mój kunszt interpretatorski wypada słabo w porównaniu do Twojego, Czytelniku, ale ciężko mi wyczytać tu coś naprawdę pożytecznego i trafiającego w sedno. Niewłaściwe przywiązanie do pewnych dóbr? Prawo wieczne? Ludzie, zlitujcie się! To ma służyć nam, prostym wiernym, prostym przekazem i maksymalnym stężeniem treści. Musimy to po prostu czuć. Jak zwykle muszę wszystko zrobić sam!
„Deus caritas est”. Oprzyjmy się na tym stwierdzeniu, tak często przewijającym się w tekstach, nauczaniu Kościoła, które przy okazji jest tytułem encykliki rozpoczętej przez Jana Pawła II, a dokończonej przez Benedykta XVI. To czuje chyba każdy z nas, prawda? Bez żadnego tłumaczenia doskonale rozumiemy, co się pod tym kryje. Grzech to wykroczenie przeciw Bogu, a więc przeciw miłości. Zdefiniujmy ją jako tę, którą darzyć powinniśmy każdego bliźniego, bliskie nam osoby, także najbliższą, ale także całe Stworzenie. Określmy ją jako tę, która pozwala osiągnąć spokój poprzez afirmację świata, siebie, i akceptację stanu rzeczy: istnienia na ziemi pełnej zła, z pokorą i wolą przeciwstawienia się mu. Winna być całkowitym zatraceniem siebie w celu ofiarowania wszystkiego innym, i to bezinteresownie. Niech miłość będzie w końcu tą, co zwycięża zło. Czymże w takim razie jest wystąpienie przeciw niej? Odpowiedź jest trudna do sformułowania, bo miłość to coś zbyt szerokiego, uniwersalnego, obejmującego całe dzieło Stworzenia. Wierzę jednak, że w swoim sercu oczyma duszy widzisz to równie wyraźnie jak ja.
Odnieśmy to do naszego problemu. Dlaczego masturbacja to grzech? Przecież samogwałt to nic innego, jak dokładne przeciwieństwo ofiarowania siebie innym i akceptacji siebie! Czynność, u której podstaw leży skupienie na sobie, swoich rzekomych potrzebach i problemach. To symbol upadku woli, nieradzenia sobie z własnym ciałem, które zamiast przedmiotem, staje się podmiotem. Ucieczka od tego, z czym sobie nie radzimy, odwodząca nas od idei chwalebnej zmiany siebie na lepsze. To, kim jesteśmy, ma przecież niebanalny wpływ na innych, a szczególnie naszych bliskich. Nie od dziś wiadomo, jak wielkim problemem jest w związkach skupienie partnerów na sobie, a przecież tego właśnie uczy masturbacja. Czyż nie warto przestać choćby po to, by w przyszłości umieć się ofiarować drugiej osobie?
Potrzebowałem tych słów. Czasem dopiero przelanie na papier daje możliwość uporządkowania myśli i dojścia do właściwych wniosków. Czy teraz będzie lepiej, tego nie wiem, ale mam nadzieję, że komuś te słowa pomogą. Mam tez prośbę: módlcie się za tych, dla których czystość jest trudna. Może wśród nich znajduje się wasz przyszły towarzysz życia...
Komentarze
Funkcja jest wyłączona w ustawieniach prywatności
Dodawanie, poprawianie i zgłaszanie komentarzy wymaga technicznego profilu antyspamowego. Szanujemy Twój wybór i nie uruchamiamy jej automatycznie.
Ostatnio aktywne
czytam tą stronę i nie zgadzam się z tematami nie współżycia przed ślubem, nie mieszkania ze sobą, masturbowania się jako grzechu (nie mówię o nałogu). Jestem wierząca, ale jakoś nie wierzę aby to Bóg dał takie nakazy. Wg mnie to po prostu KK a nie Bóg. Śmieszy mnie używanie słowa "coś złego" jako opis seksu przed ślubem, bo to może się utrwalić młodym ludziom w głowach i potem będą zawsze mieć wyrzuty sumienia kochając się albo będą się siebie na wzajem wstydzić. Natomiast wg mnie podejście księży jest także dziwne w stosunku do młodych ludzi, którzy chcą razem mieszkać i kochać się bez ślubu - takie wyolbrzymianie zachowań, mówienie nie prawdy (jak np. stwierdzenie, że tylko abstynencja seksualna do ślubu daje gwarancję na nie zachorowanie na Aids... bzdura ! Przecież jeśli partner ma aids to nawet jak seks będzie po ślubie (a bez zabezpieczenia bo kościół nie uznaje) to kobieta zachoruje. Poza tym można się zabezpieczać przed ślubem i też nikt nie zachoruje...) brak argumentów na pytania dlaczego nie można współżyć przed ślubem (bo argumenty typu "to obraza ciała", "chłopak nie będzie Cię szanował" , albo mój ulubiony "potem będziecie oboje tego żałować bo zobaczycie co złego zrobiliście swojemu związkowi" itd to nie argumenty). Twierdzenie, że jak seks będzie po ślubie to wtedy partner NIGDY nie zdradzi oraz mnóstwo innych zabobonnych twierdzeń ... no niestety, nie dopracowaliście tego. Przykro mi. Pytanie moje , na które nigdy nie uzyskałam odpowiedzi: dlaczego kościół twierdzi, że zabezpieczanie się jest grzechem? - marnowanie nasienia - z takimi twierdzeniami się spotkałam - a więc jeśli kobieta ma dni niepłodne i wtedy ludzie współżyją, świadomie to robiąc w te dni w celu nie poczęcia dziecka to nie jest marnowanie nasienia ? ehh.. musicie to wszystko dopracować.
Większość z tych twierdzeń jest udowodniona naukowo - psychologia od pewnego czasu bada wpływ mieszkania przed ślubem na trwałość związku, to samo dotyczy seksu. Wnioski są jednoznaczne - odraczanie współżycia i wspólnego mieszkania aż do momentu zaślubin daje o wiele większą gwarancję szczęścia w związku (rozumianego jako wierność i miłość).
Co do antykoncepcji - odpowiedź na to pytanie znajdziesz w podręcznikach naturalnego planowania rodziny. Chodzi o to, że podczas aktu małżeńskiego nawet w dni niepłodne małżeństwo niejako "zezwala" na zapłodnienie, jeśli taka jest wola Boga. Nie jest, jak napisałaś, "marnowaniem nasienia". Bo choć szansa na zapłodnienie jest nikła, małżonkowie są gotowi i otwarci na przyjęcie z miłością daru życia. Antykoncepcja natomiast (w każdej postaci) jest zwróceniem się przeciwko potencjalnemu poczęciu - wiąże się w dużej mierze z egocentryzmem, ponieważ kobieta i mężczyzna uprawiają seks wyłącznie dla przyjemności, bez zwracania uwagi na prawdziwe przeznaczenie aktu współżycia. NPR zbliża małżonków, dzięki temu seks nie jest wyłącznie fizyczny, jest też duchowym zbliżeniem (tu odsyłam Cię do wyżej wspomnianych podręczników, których znajdziesz masę w sieci i w księganiach ;)).
Myślę, że warto abyś trochę poczytała na ten temat, szkoda by było byś myliła zabobony z naukowo udowodnionymi faktami.
Pozdrawiam serdecznie!
hehe no tak, nieszczęśliwy (dla kogoś lub obojga), deprymujący, powodujący nerwice i cierpienie, związek przypieczętowany PRZYSIĘGĄ KOŚCIELNĄ, dzięki której nei można (teoretycznie) go zerwać jest trwalszy od związku opartego na wzajemnym szacunku i zaufaniu, który można zakończyć jeżeli najdzie taka potrzeba kogoś. Co do naturalności poczęcia i prawidłowości jedynie seksu małżeńskiego (bzdura) - odpowiedz mi na jedno pytanko - dlaczego mężczyzna swój punkt G posiada w odbytnicy (prostata) ? Bozia tak chciała?
Odsyłam do " Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły. Myślę, że tam znajdziesz Ty oraz inni odpowiedzi na pytania dotyczące upartości KK przy czystości przedmałżeńskiej, antykoncepcji, masturbacji i innych pokrewnych tematowi miłości. Autor bardzo waży każde swoje słowo, szczegółowo wyjaśnia przyjęte stanowisko oraz bogato ujmuje temat. Lektura o wartości miłości skierowana przede wszystkim do wszystkich, a nie tylko do katolików.
Myślę, że szukając autentycznych odpowiedzi na jakiekolwiek pytania (tu:"dlaczego kościół twierdzi...") najlepiej sięgać do źródeł, a nie zadowalać się wyłącznie argumentami pojedynczych osób. Z moich obserwacji wynika, że zwykle są one wyrywkowe i często zamiast przedstawiać prawdę, mieszają się jedynie z prawdą, powodując, że kreuje się jakiś jej zafałszowany obraz.
Programowanie NeuroLingwistyczne - inaczej mówiąc manipulowanie
Od najstarszych
Mam ogromny problem, ostatnio masturtbowałem się w czasie lekcji religi patrząc na siostre zakonną, czy jestem już uzależniony? Błagam, pomóżcie :(
Jesteś. Nie chodzi tu o lekcje tylko o porządanie. Masturbacja to sposób "zbicia" z siebie różnych negatywnych emocji (np. stresu). Jest to chwilowe uczucie ulgi i po kilku chwilach powraca i musisz znów to zrobić. Jest to strasznie kłopotliwe zachowanie. Polecam udać się do dobrego trenera NLP. Zdejmie to z Ciebie przez jeden seans. I w końcu przestaniesz trzepć niemca po kasku- lub pozdrawiać Manuele jak kto woli :) pozdrawiam
NLP może zbić objawy, ale czy uzdrowi źródło problemów? Ogólne nieradzenie sobie z własnym życiem jest często powodem podobnych zachowań. Dla jednych "ulgą" jest masturbacja, dla innych alkohol. Życie można prawdziwie uporządkować tylko dzięki Bogu. Opieranie się na NLP może prowadzić do wykroczeń przeciwko pierwszemu przykazaniu.
co to jest NLP?