Jakie są argumenty przemawiające przeciw czekaniu z seksem do ślubu?
Będziemy chcieli stworzyć artykuły odpowiadające na argumenty przeciwko czekani z seksem do ślubu. Prosimy o dopisywanie w komentarzach innych argumentów, które mogłyby być istotne.
- Przyjemność - chęć czerpania przyjemności z seksu
- Ciekawość - chciałoby się wiedzieć jak to jest
- Trud związany z czekaniem - trudno jest czekać, łatwiej jest nie czekać
- Presja środowiska - "no bo wszyscy już to robili"
- Sprawdzenie sie - w obawie przed niedopasowaniem seksualnym
- Nie przywiązywanie wagi do ślubu
Komentarze
Funkcja jest wyłączona w ustawieniach prywatności
Dodawanie, poprawianie i zgłaszanie komentarzy wymaga technicznego profilu antyspamowego. Szanujemy Twój wybór i nie uruchamiamy jej automatycznie.
Ostatnio aktywne
żyje w stałym związku z partnerem 5 lat, planujemy założyć rodzinę być razem. nasze życie nas już wspólnie doświadczyło, wiemy że nic nas nie rozłączy, sakramentu małżeństwa nie możemy zawrzeć ze względów finansowych (i wcale nie chodzi tu o wielkie weselisko). jesteśmy jak dobrzy przyjaciele, nie mieszkamy razem, dzielą nas kilometry, ale nasze więzi są silne, wszytsko satramy się wspólnie załatwiać - jak w małżeństwie. więc dlaczego mamy czekać zw współżyciem do ślubu?
Dlaczego czekać? Bo tak mówi Bóg.
Oddał za nas swoje życie, zatem udowodnił, że nas kocha, zatem chce naszego dobra, zatem można mu zaufać i w tej dziedzinie ludzkiego życia.
Oczywiście, dla osiągnięcia pełni szczęścia, trzeba jeszcze wypełniać inne wskazania, które nam zostawił.
Od najstarszych
to jest jakas kpina, kazdy argument wrecz dotyczy tylko iwylaczne dziewic i prawiczkow
Hej, hej kiedys ldacynh parę lat temu byla podobna sprawa z ładowniem się stron erotycznych gdy nieopatrznie np kliknęlo się na interię a pojawiała się strona sexy interia.prv automatycznie rejestrując się w naszym systemie( kto tam wtedy zwracal uwagę z amatorów na te końcówki) no i po jakimś czasie jakoś ustawą z tego wyszli. NO w kazdym razie pozbyliśmy się tego badziewia.Sądzę, ze i tego się pozbędziemy tylko ile to potrwa by ktoś powaznie to potraktował. Acz społeczeństwo jak sądzę już o wiele mądrzejsze jednak jak się to mówi głupich nie sieją jeno sami rosną (niestety)
no tak, w sumie racja ,osoby czekajace do slubu sa prawiczkowe, nie zmienia to faktu ze bez sfery seksualnej przed slubem nie rozbudowujemy wazneg pola zwiazku. Poza tym ,nalezaloby rozdzielic seks z przypadkowymi ludzmi od seksu z osobami z ktorymi jest sie razem i planuje przylosc, ten drugi rodzaj nie rozni sie absolutnie niczym od osob po slubie,
btw , seks w wyliczona noc poslubna o okreslonej porze ,bez wzgledu czy ktos ma czy nie ma na to ochoty i jest spity po wlasnym weselu uwazam za obrzydlistwo
To nie trzeba tyla chlać na własnym weselu, tylko kulturalnie zachować jakiś umiar. Pan młody, któy nie wie, co się dzieje na własnym weselu to jakaś porażka.
Samotność... To jest chyba najważniejszy argument. Nie dotyczy tylko prawiczków, wszyscy się jej boją...
A dla mnie argumentem jest miłość. Tylko i wyłącznie. I popieram zdanie Macieja. Wy kompletnie zdajecie się nie odróżniać przypadkowego seksu w klubowej toalecie od pełnego miłości i oddania seksu dwóch osób, które się kochają i chcą ze sobą być na zawsze, nawet jeśli nie są jeszcze po ślubie. Na tej stronie seks przed ślubem przeważnie jest sprowadzany do dewiacji, upokarzania się, braku szacunku do siebie, a nawet dowiedziałam się że wywołuje w przyszłym życiu skłonności kazirodcze (sic!). Podziwiam Wasze oddanie sprawie i szanuje te poglądy, ale naprawdę wystarcza powiedzieć "nie uprawiam seksu, bo wierzę w Boga", a nie dorabiać sobie jakąś pokrętną ideologię, która ma nie wiedzieć czemu zohydzać, straszyć i zupełnie pomijać to, że seks jest i będzie nieodłączną częścią naszego życia, której się nie pozbędziemy i którą pięknie jest odkrywać wspólnie, we dwoje, z odpowiednią osobą, w odpowiednim dla siebie czasie, także bez obrączki na palcu. I nie życzę nikomu źle, ale dobrze by było poznać tę osobę, z którą chcemy spędzić życie naprawdę z KAŻDEJ strony, a nie liczyć, że jakoś to będzie, nawet jak się potem okaże, że w tej (czy jakiejkolwiek innej sprawie - bo to może tak samo dotyczyć czegokolwiek innego) kwestii nie jest wam razem wcale tak idealnie jak miało być. Też chcę wierzyć, że prawdziwa miłość zwycięży wszystko, ale odrobinka racjonalizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
ZGADZAM SIĘ CO DO SŁOWA Z ELAINE.
Napisano na portalu moim zdaniem dość trywialne argumenty "za" współżyciem seksualnym przed ślubem. Ciekawość ? Presja otoczenia? Sprawdzenie się? Bzdury jakieś. Niewiele znajdzie się osób wierzących(choć niekoniecznie), moralnych, ktore decydując się na współżycie przedmałżeńskie, kierowały sie własnie tymi pobudkami.
Natomiast smutne jest własnie to, że nie bierzę się pod uwagę - MIŁOŚCI. Czyż to własnie nie z tego powodu zawiera sie związki małżeńskie i seks jest najwyższą formą wyrażania jej drugiej osobie ?
Religia nasza (z tego co wiem) nie mówi o współżyciu przedmałżeńkim dosłownie w przykazaniach bożych. Mamy tylko szóste przykazanie - nie cudzołóż. Cudzołóstwo jako termin religijny, określający zdradę małżeńską. Nie ma w nim mowy o niemożności współżycia bez obrączki na palcu z osobą którą kochamy. Szóste przykazanie, nakazuje także miłość czystą. Zakazuje równocześnie wszystkiego, co tę czystość osłabia lub ją niszczy. Wniosek za tym idzie, że jeśli jest się w związku dwóch dusz tworzących jedno; osób kochających się, u których seks jest czysty, niewulgarny i tylko, i wyłącznie wzmacniający więź partnerów, a nie niszczący ich relacje, to nie powinien byż uznawany za grzech. A na pewno nie za śmiertelny.
Idąc tym tropem możnaby rzec, że nawet po ślubie jeśli seks staje się "brudnym" aktem seksualnym, polegającym na fetyszach, perwersjach, zboczeniach, dewiacjach staje się grzechem.
Jak więc do tego ma się miłość czysta, piękna bez związku małżeńskiego? W tej sytuacji powinna być mniej grzeszna albo i w ogóle. Albo co jeśli zawiera się związek małżeński z obowiązku, z litości, z musu, z desperacji lub z powodu innych okoliczności,a nie miłości ? Seks w takim przypadku nie jest grzechem, ale ważne, że jest po zawarciu związku małżeńskiego ? Mimo, że nie jest wyrazem miłości? Totalny non sens i nic a nic się nie ma do głównej istoty seksu z perspektywy religii.
Dlatego moim zdaniem cała ta otoczka wokół seksu przedmałżeńskiego jest przesadzona! Za bardzo rozciągnięta, a etycy, duchowni popadają w skrajności w swoich naukach.
To księża zbiegiem lat kurczowo trzymając się powszechnie przyjętej zasady : seks bez ślubu jest złem oraz religia ewolując, doprowadziły do tego, że zaczęto dorabiać swoje ideologie do jednego przykazania. Owszem. Jest mowa w Biblii o czystości jakiej trzeba dochować , ale dlatego, że Bóg chce abyśmy strzegli się przypadkowego seksu wynikajacego tylko i wyłacznie z chęci zaspokojenia swoich rządzy, pożądania. Byśmy nie traktowali go jak zwykłego aktu pomiędzy dwoma ludźmi, czy czynności życiowej jak każdej innej, ale aby przeznaczyć to dla tej jednej , jedynej osoby z którą łączy nas miłość. Wiadomo, przyjęło się, że mąż/żona to na pewno ta osoba, ta jedyna, ale już nie w tych czasch, nie w praktyce. Tym bardziej jeśli można kochać się równie mocno lub mocniej już przed samym slubem.
Od każdej reguły są przeciec wyjątki. Tym bardziej, że Bóg sam stworzył seks, popęd seksualny jako najwyższy wyraz miłości. Podobnie jak stawia przed nami ludzi których potem kochamy i stają się dla nas całym życiem, mimo, że nie stanęli na ślubnym kobiercu. Jeśli powierzamy mu swoje żuycie, ufamy mu, a on nas doprowadza do stanu kiedy podejmujemy decyzję współżycia bez ślubu to widczonie tego chcę. Nie można myśleć w ten sposób?
Dlatego myślę, że to chyba nie chodzi o takie popadanie w skrajności.
Zresztą aby zdecydować się na wspólne życie trzeba poznać się wzajemnie dogłębnie, nawet w tej sferze. Moim zdaniem.
Bóg też nie jest katem za jakiego robią go księża. Jest miłosierny i kocha nas miłością bezgraniczną, wybaczając nam wszystkie, nawet największe grzechy. Czemu miałby tępić dwóch kochających się ludzi, którzy bez obrączki w sposób fizyczny okazują sobie najwyższą formę uczuć dwóch bliźnich?
Dlaczego więc miłości polegającej na prawdziwym oddaniu i wierności , nie zaliczać do najważniejszego argumentu "za" seksem przedmałżeńskim ?
Dlaczego stawiamy sobie prawo do nazywania "miłością" tego, co czujesz do swojego partnera? Czy to, że jest nam razem dobrze od paru lat i troszczymy się o siebie od razu oznacza miłość w pełni? Zapominamy chyba często o jednej ważnej rzeczy- małżeństwo to SAKRAMENT. W nim otrzymujemy pełnię Miłości, jest on takim jej "zatwierdzeniem".
Pomyśl o konsekwencjach myślenia, które promujesz. Głównym celem stosunku seksualnego nie jest przyjemność, a nawet nie okazanie miłości partnerowi. Tym, co powinno nam zawsze towarzyszyć w świadomości jest możliwość poczęcia nowego życia. Oczywiście, że mając odpowiednią wiedzę potrafimy określić czy poczęcie jest akurat realne, czy nie i nie oznacza to wcale, że nie powinniśmy współżyć w dni niepłodne (to by było to przegięcie, o którym mówisz). Jednak celem seksu jest prokreacja. Zawsze. Konsekwencje są jasne.
Jeśli inne argumenty do Ciebie nie trafiają, pomyśl chociaż o tym. Chyba, że nieślubne dziecko uważasz również za coś normalnego, bo skoro dwoje ludzi się kocha, to czemu nie... Idąc tym tropem dwoje kochających się ludzi może zacząć sięgać po antykoncepcję, a potem może po aborcję? Bo przecież tak bardzo się kochają, ale nie chcą mieć dziecka...
Bóg jest Dobrym Ojcem, miłosiernym i łaskawym- to niezaprzeczalna prawda. Jednak nie może to służyć jako argument do czynienia wszystkiego, "bo Bóg i tak mi wybaczy". Skoro Pan Bóg pokazuje nam na kartach Pisma Świętego, że współżycie poza małżeństwem jest cudzołóstwem i ponawia, nawet rozwija tę naukę poprzez Kościół, który jest Ciałem Chrystusa? Może należałoby Mu zaufać?
"Dlaczego więc miłości polegającej na prawdziwym oddaniu i wierności , nie zaliczać do najważniejszego argumentu "za" seksem przedmałżeńskim ?"
Jeżeli miłość jest tak wielka to czemu nie wziąć ślubu? Czekać na jeszcze większą?
Mylicie miłość ze ślubem. Rozumiem że Wasza miłość trwa od momentu przysięgi w kościele?? Bo jeżeli istnieje wcześniej - to przecież wszystko co się z tą miłością wiąże, również - w tym seks.
Wybaczcie to co napiszę "Moherki", ale nie jest tak jak piszecie: "Jednak celem seksu jest prokreacja. Zawsze. Konsekwencje są jasne." Otóż nie - prokreacja jest możne celem 1 promila wszystkich stosunków seksualnych. A zapewne znacznie mniej... Nie wiem dlaczego tego nie chcecie czy nie potraficie zrozumieć? Seks jest wyrazem miłości. Nie jest tylko środkiem do posiadania dzieci. To tylko wyjątkowo (w moim przypadku 2 razy w życiu na kilka tysięcy stosunków). Seks jest wyrazem miłości i bliskości... Jest dowodem zaufania i oddania... Jest najpiękniejszą rzeczą jaką mogą sobie ofiarować kochający się ludzie. Jest też wieloma innymi sprawami które są tutaj mniej ważne (jak np. redukcja stresu, rozładowanie napięcia, dowartościowanie siebie, przyjemność - własna i cudza, itd...).
Skoro seks jest wyrazem miłości - tym najwyższym wyrazem - to czemu czekać z nim aż do ślubu? Ślub przecież wcale miłości nie wymaga, tak naprawdę to wymysł XX wieku by brać ślub z miłości - wcześniej nikt o takich fanaberiach nie słyszał...
Z kolei gdy jest miłość - jest miejsce na seks. I w pewnym momencie jest i miejsce na ślub jeżeli oboje tego akurat pragną...
Seks jest od ślubu niezależny... Nie wiem dlaczego łączycie tak uparcie te dwie kwestie...
"Dlaczego stawiamy sobie prawo do nazywania "miłością" tego, co czujesz do swojego partnera?"
Ponieważ TO właśnie czujemy. Rozumiem, że miłość jest Twoim zdaniem nierozerwalnie sprzężona z małżeństwem, katolicy mają monopol na jej odczuwanie, a żeby móc ją poczuć, trzeba przejść rytuał inicjacyjny w postaci ślubu, który czyni nas zdolnymi do kochania. Bez tego nie ma miłości i ci, którzy nie wierzą bądź też nie zamierzają wziąć ślubu, nigdy jej nie dostąpią. Teraz ja spytam Ciebie - dlaczego "stawiasz" sobie prawo do kwestionowania czyjejś miłości? Dlaczego sądzisz , że jest gorsza od Twojej?
Tego, że seks służy wyłącznie do prokreacji nawet nie komentuje. Życzę za to szczęśliwego, pełnego radości i ciepła, pożycia.
I jeszcze jedna kwestia - poruszył ktoś wcześniej sprawę rozwoju osobniczego. Ja jestem ciekawa jak to wpływa na człowieka, kiedy nie rozwija w ogóle swojej sfery seksualnej (niezwykle przecież ważnej), a potem od razu z noc poślubną uprawia seks (chociaż wcześniej nie próbował żadnych pieszczot, a nawet się nie rozebrał przed partnerem). Ja sobie nie wyobrażam czegoś takiego. Potrzebowałabym czasu, żeby się z tym wszystkim oswoić. Skok na głęboką wodę jest kiepskim pomysłem w moim przekonaniu, ale psychologiem nie jestem.
Boszszszsz ludzie czy wy wiecie jaki mamy wiek?? Przeciez jak się to wszystko czyta to trąci średniowieczem . Ogarnijcie się !!
Po pierwsze, podzielam niechęć innych do rad związanych z czystością , które sprowadzają seks przedmałżeński do romansów w trójkątach, współżycia z przypadkowymi osobami i wieloma partnerami, które zdają się być skierowane do libertynów, a nie do zwykłych katolików w stałych związkach, którzy mają rozterki i trudności z zachowaniem czystości. Po drugie zastanawiam się, dlaczego na rozlicznych portalach i w stosach książek dotyczących czystości jest wyłożona cala teoria "za i przeciw czekania", którą można przyjąć, ale nie ma kompletnie żadnych PRAKTYCZNYCH RAD jak wytrwać w czystości. Gdy zaczyna się być w związku w wieku ok. 20 lat, na ślub trzeba nieraz czekać przynajmniej 6 lat, co jest perspektywą dość odległą i czekanie jest po prostu trudne, choćby ze względu na biologiczną stronę ludzkiej seksualności. Tymczasem postawione zostało jedynie zadanie - wytrwanie w czystości do ślubu - bez udzielenia wsparcia w tym trudnym w dzisiejszych czasach postanowieniu. Jedyna rada jaką usłyszałam, to "nie wystawiać się na pokusę". No dobrze, można spotkać się we 2 w gronie znajomych raz, drugi, trzeci. Ale przecież to spotkania sam na sam pomagają w pełni budować relację i nie można ich na siłę unikać. Wówczas spotykanie się koniecznie wśród ludzi jest jak szukanie przyzwoitki. Co KONKRETNIE można zrobić, żeby było łatwiej?