Naukowcy z Uniwersytetu w Denver (USA) opublikowali wyniki swoich badań nad kohabitacją (czyli wspólnym mieszkaniem) par przed ślubem i jej wpływem na późniejsze małżeństwo.
Z przeprowadzonego sondażu (telefonicznie na grupie 1 050 osób, którzy zawarli ślub w ciągu ostatnich 10 lat) wynika, że pary kohabitujące przed zaręczynami (43,1% ankietowanych) i w czasie narzeczeństwa (16,4%) odczuwają niższą satysfakcję z małżeństwa, mają większe problemy z komunikacją, mniejsze poczucie zaufania i oddania ze strony partnera i wieksze ryzyko rozwodu niż osoby, które z decyzją o zamieszkaniu razem czekały do ślubu (40,5% pytanych). Według badaczy na ten wynik nie miały wpływu różnice w "stażu" małżonków, wieku, dochodu, wykształcenia czy religijności.
Potwierdziło to wcześniejsze badania (2004) nad tym samym zagadnieniem.
Jest to dowód na to, że wspólne wyrzeczenia i praca nad sobą związane z trwaniem w czystości przed ślubem cementują więź między małżonkami.
Winiar.
Abstrakt publikacji naukowców z Uniwersytetu w Denver.
Obrazek: Wikimedia Commons
Komentarze
Funkcja jest wyłączona w ustawieniach prywatności
Dodawanie, poprawianie i zgłaszanie komentarzy wymaga technicznego profilu antyspamowego. Szanujemy Twój wybór i nie uruchamiamy jej automatycznie.
Ostatnio aktywne
Ja nie potrzebuję dowodów w postaci statystyk wystarczy, że się rozejrzę wokół siebie. Znam wiele par mieszkających ze sobą pod pretekstem "bo się kochamy", ale niewiele z tych dziewczyn ma pierścionek zaręczynowy na palcu. To faktycznie używanie siebie... smutne.
amerykanie mają takie powierdzenie "Correlation does not imply causation", czyli po łacińsku błąd logiczny "cum hoc ergo propter hoc".
Wwolnym przekładzie: współwystępowanie pewnych zjawisk nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego.
Nie twierdzę, że teza jest niesłuszna, uważam tylko, że nie przedstawiono dowodów a tylko ukazano, że istnieje korelacja zmiennych losowych "kohabitacja" i "rozwód lub niska satysfakcja"
Od najstarszych
Wybacz, ale jeśli jakikolwiek tekst będzie opierał się o jakichś naukowców/amerykańskich naukowców/naukowcó z uniwersytetu... to jest on gó**o warty, ponieważ, aby badania były chociaż troche wiarygodne to musi się pod nimi podpisać choćby kierujący zespołu badawczego. Proszę więcej takich bzdur nie cytować.
Pewnie, przecież każdą informację można zmanipulować kontekstem.
Poza tym to tylko obserwacje, na podstawie których można wysunąć pewne hipotezy a dopiero później szukać dowodów na ich potwierdzenie.