Nie wiem od czego zależy to, ze jedni uprawiają seks przed ślubem, a inni nie. Od relacji rodzinnych? U mnie są wzorowe. Od pilności w szkole? Też byłam. Od wychowania w świetle zasad katolickich? Tak właśnie i ze mną było. Gdzie więc błąd? Czy można mówić o czyjejś winie? Nie do końca, bo moglibyśmy dojść do śmiesznych wniosków. Warto jednak opowiedzieć historię ludzką, która być może zmieni czyjeś myślenie.

Kącik: Twój pierwszy raz

Miałam 13 lat, kiedy poznałam swojego pierwszego poważnego chłopaka, w wieku lat 15 miałam kolejnego. Sprawy wydawały się niewinne, choć z perspektywy czasu stwierdzam, że nie do końca. Nie mieliśmy pojęcia o tym jak bardzo na siebie oddziałujemy – nikt na początku nie ma. Potem poznałam kogoś starszego. Zakochałam się po uszy. Jego doświadczenie wymagało ode mnie pójścia do przodu w sprawach intymnych. Tym sposobem powoli, acz systematycznie rozbudzała się we mnie bardziej świadoma seksualność. Im bardziej przyspieszana, tym bardziej żałowana, ale o tym miałam się dowiedzieć później. W wieku 17 lat straciłam dziewictwo. I to było normalne. Z nikim o tym nie rozmawiałam, ale dziewczyny w tym wieku często są już doświadczone w mniejszy, czy większy sposób. My upewnialiśmy się we wzajemnej miłości i planach o wspólnej przyszłości. Byliśmy siebie pewni, nie wyobrażaliśmy sobie innej drogi. Nie było innej drogi.

Przecież się kochamy!

Jedynym wytłumaczeniem mojej inicjacji seksualnej było: przecież się kochamy i chcemy być ze sobą zawsze. Fakt- jesteśmy młodzi, ale czy młodzi nie mogą i nie potrafią kochać na poważnie? Czy można być za młodym żeby kochać? Wszystkiego rodzaju wymówki jakie dla siebie miałam dziwnie jednak nie dawały mi poczucia spokoju. Mój związek również jakoś przestawał zawierać wszystkie słodkości, którym cechował się na początku. Po seksie czułam się bardziej kobieca i bardziej samotna. Było mi zimno, a w żołądku czułam ścisk, do tego dochodziły niepokoje związane z nieregularna miesiączka- w dzisiejszych czasach nieregularny cykl miesiączkowy to norma. Źle się czułam po antykoncepcji, ponadto przecież nie ma 100% metody.

Seks to nie bułka z masłem

Zaczęłam szukać. Zaczęłam rozmawiać i zastanawiać się, dlaczego to co robimy jest niezgodne. 'Nie, bo nie' – mnie nie przekonywało. Wartościową sprawą było też wynalezienie wszystkich plusów czystości. Im bardziej utwierdzałam się w swoim błędzie i jedynym wyjściem z sytuacji, tym gorzej się czułam. Szatan miał pewnie świetną zabawę. Rozbudzona seksualność to ogromna siła, której nie można tak łatwo zatrzymać. To ogień, który trawi od środka. To staje się złem, mimo, ze zostało wymyślone jako dobro- w tym cala przewrotność sytuacji. Długo się modliłam do Maryi. Trwało na pewno kilka miesięcy, może rok. W międzyczasie mój związek się rozsypał. Po kilku latach, to wszystko czego byłam pewna legło w gruzach. Nie umiałam przejść do początku dziennego, po tym co się stało. Oboje byliśmy bardzo poranieni. On nie rozumiał co się stało, ja nie umiałam niczego wyjaśnić, ale jasne się stało, że zwalczaliśmy siebie nawzajem, a trzymało nas przy sobie przyzwyczajenie i pożądanie. Potem wpadłam w kolejna pułapkę, bo nie wiedziałam czego szukam w miłości. Nie wiedziałam, czy miłość to fizyczność, czy intelekt, czym jest fizyczność w intelekcie, co jest ważniejsze, a może nie o to w ogóle chodzi? Zmieniłam środowisko dość radykalnie, pierwszy raz cierpiałam z miłości, a potem sama kogoś znowu zraniłam, szukałam siebie i próbowałam odnaleźć siebie w Bogu, pytając Go co mam ze sobą zrobić.

Szklanka wody. Zamiast.

Mam 22 lata i od roku jestem w związku, nie współżyjemy ze sobą. Czasami jest nam niezmiernie trudno. Upadamy, bo ciężko powstrzymywać zachowania, które przecież uznaje się za normalne: okazywanie sobie czułości i miłości. Niestety wiele z nich działa jak samo zapalnik. Bardzo łatwo jest się zapomnieć i rzucić w wir instynktu i pożądania. To, ze odmawiamy sobie seksu nie znaczy wcale, ze żyjemy w sielance i wzajemnej słodyczy. Wcale nie wpatrujemy się w swoje oczy i nie jesteśmy idealni. Prawdę powiedziawszy mamy czasem problem z wiara w Boga. Ale szukamy razem i wspomagamy się w tym. Zdarza nam się razem modlić. Za bardzo się kochamy i nie chcemy zaprzepaścić kolejnej szansy. Wiemy tez, ze bez Boga nic nie zrobimy- z Nim możemy wszystko. Jeżeli przetrwamy do ślubu (a to raczej daleka droga – tym bardziej prosimy o Wasza modlitwę)- to mamy nadzieje założyć kochająca się rodzinę. Oboje jesteśmy przeciwni antykoncepcji. Myślę, ze metoda naturalna również powinna znaleźć swoje miejsce w tym portalu – lepiej zawczasu się dowiedzieć wszystkiego, żeby nie popełnić głupich błędów.

Chciałabym tez zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt: seksualność to nie tylko kwestia współżycia. W dzisiejszych czasach na tak wiele sposobów można stracić niewinność, ze gubimy się w labiryntach moralnych. Wydaje nam się, ze jesteśmy w porządku, tymczasem błąd został popełniony dużo wcześniej. Zawleczka zerwana, granat zwany namiętnością długo czekać nie potrafi, a powrót do niewinności jest niezwykle trudny. Ale jest możliwy! I będę się upierać, ze jestem tego żywym dowodem. Wierze, ze nie ja jedyna.

Na koniec: dziewczyny nie dajcie się ogłupić wartościom kreowanym w mediach, tam nikt nie napisze o zranieniu duchowym, bo to się nie sprzedaje. Chłopcy, Wy tez się nie dajcie i poczekajcie na swoje najwspanialsze zony, których Wam z całego serca życzę.

Joanna.