Czystość w sepii
Dlaczego czystość została zanegowana, ośmieszona i zabrudzona, dlaczego stała się jakby infantylna, obca i abstrakcyjna? Nie chcę równie abstrakcyjnych, zawikłanych albo zbyt błahych odpowiedzi. I oto przychodzi z wytłumaczeniem nie kto inny jak właśnie Karol Wojtyła.
Resentyment polega na błędnym, wypaczonym stosunku do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. Chodzi o to, że wyższa wartość domaga się większego wysiłku woli, jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, co w rzeczywistości jej przysługuje, widzimy w niej wręcz jakieś zło, choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. Resentyment posiada, jak widać, znamienne cechy tej kardynalnej wady, jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo (acedia) jako „smutek płynący stąd, że dobro jest trudne". Sam smutek jeszcze nie fałszuje dobra, a nawet pośrednio podtrzymuje on w duszy uznanie dla jego wartości. Resentyment idzie jednak dalej: nie tylko fałszuje obraz dobra, ale doprecjonuje to, co powinno zasługiwać na uznanie, aby człowiek nie musiał z trudem podciągać siebie do prawdziwego dobra, ale mógł „bezpiecznie" uznawać za dobro to tylko, co jemu odpowiada, co dla niego wygodne. Resentyment mieści się w mentalności subiektywistycznej: przyjemność zastępuje tu nadrzędną wartość. (Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność)
Czystość, można by dziś oprawić w ramkę i postawić w muzeum w odległej gablocie. Czystość próbuje się dziś nieudacznie (pod szyldem artyzmu) malować jako czarno-białą fotografię (bo zdjęcia są wszechobecne i bardziej rzeczywiste) albo coraz częściej w sepii, bo modnie. Tak jak modne są ostatnio suknie ślubne ecrui. A tymczasem czystość nie tylko jest biała (choć to szczególnie), ale jest kolorowa. Zupełnie jak tęcza i jak prawo rozszczepiania światła. Ale to piękno wysublimowane i całkiem inne od gryzących i atakujących barw bilbordów i reklam. A jednak rozszczepianie wiązki światła wymaga cierpliwości, uważności i za-pragnięcia.
Uderzył mnie dzisiejszy mechanizm spychania cnoty czystości w naszej świadomości i w kulturze tak stanowczo i dogłębnie zbadany przez Wojtyłę. Ostatnio dużo się mówi. Wolność słowa dopuszcza coraz więcej głosów. Kolejna moda. Czasem ktoś w telewizji poprowadzi wywiad z młodymi zdeterminowanymi, zadając bardzo niezręczne pytania. Czasem ktoś napisze świetny tekst do gazety (katolickiej!), który nie wyjdzie dalej. Choć wątpliwe, czy trafiając w świat, nie trafiłby w próżnię. Czasem ktoś odważnie powie wśród znajomych o swoich doświadczeniach czystości, a potem szybko zamilknie. Światowi, którzy zaczynają brudzić się, nie twierdzą nigdy, że czystość jest trudna. Mówią tylko, że Ona nie jest, odbierając jej status ontologiczny. O trudzie czystości mówią jedynie walczący o czystość. Rzeczywiście, nie chodzi o wygodę. Ci, którzy zasmakowali czystości (i owocnie ją przepracowali, wymalowali) powiedzą, że jest piękna. Dopiero spotkanie z Nią i doświadczenie Jej pozwala tak stwierdzać. Ci, którzy Jej nie poznali – nie mają prawa głosu, dusząc jej moc nawet bez przyzwolenia.
Czuję oklepanie tematu, wygładzenie Czystości albo do stanu nieważkości i nieistnienia (jest, ale dostępna aniołom), albo do stanu kliszy z sepii (możliwe, że była, ale nie ma Jej już i jest niedzisiejsza). A Ona jest realna, jest na wyciągnięcie Serca i rąk. Nie rąk świętych, ale dłoni, które umieją chwycić drugą dłoń i poczuć Człowieka, rozumiejąc, że Osoba to coś znacznie ponad ciało, że Osoba to całokształt. Czystość bytuje na wyciągnięcie... pługa czy miecza. Czystość jest pracą. Czystość jest walką. Ale nie walką z ciałem, ale właśnie z lenistwem, z letniością, z od-człowieczeniem. Jest postawą, która wymaga wysiłku, aby stać i nie przysiąść. I jest drogą. Nie celem, nie ideałem, który kiedyś-tam będzie do osiągnięcia. Jest drogowskazem. A właściwie: być może.
Wielkim odkryciem bywa zrozumienie, że czystość jest doświadczeniem dwojga ludzi: chociaż każdego z osobna, to jednak oboje są współtwórcami nowej jakości swej relacji, a właściwe podstawą dialogu. Czystość jest tworzeniem, integrowaniem. Jest nie tylko wstrzemięźliwością, ale też u-kochaniem drugiej Osoby danej. Jest skupieniem i przygotowywaniem, jest jednoczeniem serc, które prowadzi do doskonałego, mistycznego zjednoczenia ciał. Misterium czystości.
Czystość nie zabiera niczego światowego, co byłoby dobre. Ma wielkie zakusy budowniczego. I jedyne, co widzi, to parę ludzi: mężczyznę i kobietę w relacji ja-ty, w relacji miłości, która chce stać się komunią, współ-przeżywaniem, współ-oddaniem. Czystość to postawa fotografa. Oto taki jesteś i takiego Cię uchwycę. Oto taki jestem i takiego mnie Tobie oddam. Chcę widzieć Cię w kolorach. Nie chcę Cię malować, retuszować. Nie chcę zatajać, nie chcę nie-wiedzieć. Chcę poznawać, aby objąć Cię całego i chcę być Cały objęty. To, co robię ja, robisz Ty. Jeśli jednemu z nas nie wychodzi, to stara się on jeszcze mocniej na podobieństwo drugiego. Jak w zwierciadle. W najczystszym zwierciadle. Dopiero tam widzę Ciebie. A Ty mnie.
Katarzyna Marcinkowska
Autor: Ania





Komentarze
Krótko - kobieta po pierwszym zbliżeniu jest jakby biologicznie zaprogramowana na tego pierwszego i każde jej dziecko będzie miało jakieś cechy pierwszego partnera. O panach na przykładzie psów: rasowy pies, który pójdzie z nierasową suką, już nigdy nie spłodzi czysto rasowego potomstwa z czysto rasową suką, nazywa się to skundlenie.
Wnioski wyciągnijcie sami.
Zjawisko telegonii podobno znali przedrewolucyjni Rosjanie i wykorzystywali je w hodowli zwierząt.
Po pierwsze telegonia nigdy nie miała podstaw naukowych, jest to wysnuta, zupełnie fikcyjna teoryjka. Niech Ci w poszukiwaniach pomoże wujek Google. Po drugie mówi ona, że kobieta jest genetycznie zaprogramowana poprzez potomstwo ze swoim pierwszym partnerem, a nie sam seks . Sam seks nikogo na nic nie programuje. To co mówisz, to chore, szowinistyczne i tak antyfeministyczne jak się tylko da. Dziwne, że nie wspominasz o eugenice III Rzeszy, wg której kobieta mająca dziecko z Żydem była niepełnowartościowa, bo jej krew i krew dziecka była "rozcieńczona" i "zakażona".
Co do drugiego przykładu to naprawdę nie mam słów.
Jestem generalnie przeciwna misji tego portalu i czekaniu z seksem do ślubu, jestem tu z przypadku. ALE - jeśli ktoś mi mówi chcę czekać, bo czuję i wierzę, że to właściwa dla mnie droga - wtedy nie pozostaje mi nic innego niż szanować jego/jej decyzję. Ale popieranie takiej decyzji pseudo-naukowymi dowodami jest śmieszne. Możemy dyskutować czy seks przedmałżeński szkodzi w sensie duchowym, mentalnym emocjonalnym....Jeśli uważasz,że tak, OK. TWOJA WOLA. Ale na pewno nie jest szkodliwy w sensie czysto fizycznym czy fizjologicznym - nie licząc przy tym przypadków chorób wenerycznych oczywiście, których ryzyko przy wielu partnerach jest większe.
„Często słyszymy, że gdziekolwiek człowiek jest i obojętnie, co robi, wszędzie pozostawia swój subtelny ślad. W związku z tym mówi się o kosmicznych polach informacyjnych. Grupie badaczy Piotra Gariajewa także te przypuszczenia udało się uzasadnić naukowo. Zaobserwowali oni, że jedna z nici DNA wytwarza charakterystyczny wzorzec drgań, który pozostaje przez pewien czas w pomieszczeniu nawet po usunięciu próby DNA – kilka godzin, a w ekstremalnych przypadkach nawet kilka miesięcy.
Ten efekt fantomowego DNA jest już bardzo dobrze rozpracowany naukowo i w znacznej mierze uznany. Kiedy żywa istota umiera, jej wzorzec drgań fantomowego DNA jeszcze przez jakiś czas istnieje. Potwierdzają to wrażenia wielu osób, że informacje o zmarłym są jakiś czas obecne nie tylko w ich wspomnieniach, lecz także w pomieszczeniach, które zamieszkiwał, bądź w należących do niego przedmiotach. [ tak sobie myślę, czy nie odnieść tego również do przeróżnego rodzaju „wizji na śnie i jawie” kiedy odnosi się wrażenie „prawdziwości” danego zjawiska. Np. u mnie po takim „żywym śnie” dana osoba „chodzi za mną” cały dzień, mam wrażenie, jakby naprawdę zaistniała w „moim świecie” pozostawiając za sobą specyficzny ślad hm oczywiście nie mówię tu teraz o zmarłych, ale o hkhm innych „gościach” Mrugnięcie – A. ]
Oto przykład prosto z życia.
Młoda biała kobieta śpi z kolorowym mężczyzną, jest to jej pierwszy partner seksualny. Kilka lat później żyje z białym mężczyzną i rodzi jego dziecko o nieco zabarwionym kolorycie skóry. Coś takiego rzeczywiście się zdarza i znane jest jako T E L E G O N I A, a klasyczna genetyka nigdy nie potrafiła tego fenomenu wyjaśnić. Obecnie jest to jasne – pierwszy partner seksualny tej kobiety odcisnął jej genetycznym wzorcu fali swoje fantomowe DNA. Telegonia pojawia się najsilniej w odniesieniu do pierwszego partnera seksualnego kobiety. Nie musi się przejawiać w kolorze skóry dziecka, lecz na przykład w jego oczach, upodobaniach czy niechęci. Wiadomo już, że poprzez zmieniających się partnerów seksualnych w społeczeństwie powstała ogromna sieć. Jeśli więc sztywnemu urzędnikowi urodzi się dziecko muzykalnie uzdolnione, a on z pewnością jest ojcem – nie powinien się dziwić.
Jeszcze drastyczniejsze jest to w przypadku ciąży, gdyż także nienarodzone dziecko pozostawia swoją elektromagnetyczną sygnaturę w matce. Nawet jeśli usunie ona ciążę, może odczuwać bóle porodowe po upływie dziewięciu miesięcy. (…)
(…) Efekt fantomowego DNA umożliwia lepsze zrozumienie wielu rzeczy, które dzieją się w człowieku, jednak bez gwarancji, że ten będzie się umiał wówczas lepiej z nimi obchodzić. Gdy dwoje ludzi się rozumie, mówi się, że „działa chemia”. To też nie do końca prawda. Może raczej powinno się mówić, że zgadza się ich „fizyka”. [ znów, gdzieś czytałam i chyba nawet już o tym wspominałam, że nasze DNA potrafią się komunikować i porozumiewać ze sobą ponad, rozumianymi przez nas, czasem i przestrzenią, i często same się „namierzają” i „przyciągają” (swój do swego ciągnie Mrugnięcie). Stąd mamy wrażenie, że np. kogoś „już” znamy ]. Z pewnością w intymnych związkach partnerskich pojawia się również chemia, jednak w związkach o charakterze przyjaźni czy interesu chodzi raczej o rezonans, o to, by nadawać „na tej samej długości fali” [ brzmi znajomo? ].
Z tego powodu nowo wybrani szefowie rządów starają się jak najszybciej nawiązywać osobiste kontakty z kolegami z innych krajów, sprawujących ten sam urząd. To, jak dobrze się później rozumieją, często ma niewiele wspólnego z orientacją polityczną. Bardziej decydująca jest komunikacja na poziomie DNA. Oto przykłady z nie tak dawnej historii: niemiecki socjaldemokrata Helmut Schmidt miał równie doskonałe kontakty osobiste z konserwatywnym francuskim prezydentem Valérym Giscardem d’Estaingiem, jak później konserwatywny Helmut Kohl z socjalistą François Mitterrandem czy Gerhard Schröder z „demokratą” Wladimirem Putinem. Czemu tak było? (…) ” - odpowiedzią jest hiperkomunikacja Uśmiech
Fragment z książki „Nikt nam nie odda przyszłości” G. Fosar & F. Bludorf, wyd.Pulsar, 2011
catherine
www.skilch.com