Czy potrafię kochać?
Niewielu osobom mówiłem o tym, że bardzo długo zastanawiałem się w swoim życiu nad tym, czy potrafię kochać. Bywałem zakochany, ale wiedziałem, że być zakochanym a kochać to nie to samo. Zakochanie to tylko uczucie, pewne emocje, czy stan opisywany przez chemików, który przemija. W sumie to nawet nie można mieć nikomu za złe, że ten stan mija, bo jak opisują chemicy, związki odpowiedzialne za zakochanie przestają działać po około półtorej roku. Zakochanie nie jest więc tym samym co miłość, choćby dlatego, że jak mówi Pismo Święte „Miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8a)
Zastanawiałem się nad tym, czym jest miłość. Nie mówiłem nikomu, że kocham, bo bałem się co będzie, jeśli kiedyś wyjdzie na to, że to wcale nie prawda, że tę osobę kocham. Bałem się, że będę wtedy kłamcą, bo skoro miłość nigdy nie ustaje a moja miłość ustała, to znaczy, że to wcale nie była miłość.
Raz byłem nawet bliski takiego kłamstwa. To było w gimnazjum, gdy chodziłem z dziewczyną z mojego podwórka. Dziś wiem, że nie kochałem jej. Podobała mi się z wyglądu, ale nawet nie potrafię powiedzieć czy byłem w niej zakochany. Chodziłem z nią chyba głównie dlatego, że namówił mnie do tego mój kolega, który chodził z jej przyjaciółką (dziś to wszystko wydaje się być strasznie głupie, ale wtedy byłem osobą mocno zależną na wpływy innych). Za przykładem tego kolegi i jego dziewczyny my też się całowaliśmy. I podczas jednego z takich pocałunków poczułem coś nowego, nieznanego. Pomyślałem, że może to właśnie miłość i że może powinienem powiedzieć jej, że ją kocham. Całe szczęście, nie powiedziałem tego. To uczucie, które się wtedy pojawiło, to nie była miłość, to było pożądanie. Coś co rodzi się na poziomie ciała, co można wytłumaczyć za pomocą hormonów i chęci przedłużenia gatunku, coś co może się łatwo przerzucić na inną osobę.
Kilka lat później poznałem swoją obecną dziewczynę. Zakochałem się w niej od samego początku. Zaczęliśmy się spotykać. Znów wróciło do mnie pytanie czy potrafię kochać. Ona powiedziała mi, że mnie kocha. Ja jednak nie wiedziałem czy jestem zdolny do miłości, a nie chciałem mówić jej czegoś, co bałem się, że może być nieprawdą. Martwiło mnie to, gdyż czułem, że Ona potrzebuje zapewnienia miłości i czułem się słaby przez to, że nie potrafiłem jej tego dać. Można powiedzieć, że byłem trochę jak dzban, który nie mógł nikogo napoić bo sam był pusty.

W czasie spotykania się z swoją dziewczyną zacząłem bardziej przybliżać się do Boga. Podczas kolejnych spotkań modlitewnych i rekolekcji zaczęła do mnie docierać prawda, że jestem ukochanym dzieckiem Boga, który kocha mnie największą miłością na świecie. Zdałem sobie sprawę, że moja nieumiejętność kochania innych pochodziła stąd, że nie potrafiłem spojrzeć z miłością na samego siebie. Skoro Bóg nakazał nam miłować bliźniego jak siebie samego, to znaczy że aby móc przekazać komuś miłość trzeba ją wpierw mieć u siebie. Moje problemy wynikały stąd, że nie potrafiłem kochać samego siebie.
W tą moją pustkę przyszedł Bóg. Przyszedł ze swoją miłością i napełnił mnie, tak jak napełnia się dzban. Zrozumiałem, że skoro Bóg, który wie o mnie wszystko potrafi i chce mnie kochać, to ja powinienem go naśladować i kochać siebie samego. Wraz z moją decyzją przyszedł spokój a zarazem większa pewność siebie i odwaga, która pozwoliła mi na drugą decyzję, skierowaną już nie ku mnie ale do mojej dziewczyny. Stwierdziłem, że wprawdzie wciąż nie mam 100% pewności czy potrafię kochać, jednak jestem zdecydowany, że chcę kochać Ją, tak jak potrafię. Byłem tego pewny i powiedziałem to Jej.
Dzisiaj od tego momentu upływa już rok. Dalej jestem przekonany że chcę Ją kochać. Czy potrafię? Staram się jak mogę. Życie natomiast pokazuje, że czasami mi wychodzi a czasami nie i że wciąż musze się tej miłości uczyć. Jednak jestem przekonany, że choć moja miłość jest wciąż bardzo niedoskonała i choć nieraz obawiam się czy ze wszystkim dam radę, to chcę się tej miłości uczyć i chcę by ona wzrastała, gdyż cóż może być piękniejszego od Miłości, skoro sam Bóg jest Miłością.
Tomek
Ps. Od kwietnia 2010 jesteśmy szczęśliwym małżeństwem
Autor: Tomek





Komentarze
Niestety ja równiez mam taki problem. Wydaje mi się, że nie umiem kochac. Cieżko przychodzi mi akceptacja samej siebie.
Dokładnie. Skoro bowiem widzę, sam Bóg mnie akceptuje i kocha nieskończoną miłością, pomimo moich wszystkich wad i niedoskonałości, to ja powinienem Go w tej miłości naśladować i także akceptować i kochać siebie.
Miłości człowiek uczy się całe życie.
Podobnie jest w sytuacji gdy cały dnie poświęcamy dla innych i przez zaniedbujemy np osobistą modlitwę. Bóg cieszy widząc jak miłujemy bliźnich. On jednak kocha także mnie i chce bym ja sam też kochał. A co znaczy kochać siebie - to tak samo jak kochać bliźniego - akceptować pomimo słabości, mieć czas, być wyrozumiałym, nie zapominać o tym co ważne.