Niedaleko pada jabłko od jabłoni
| Spis treści |
|---|
| Niedaleko pada jabłko od jabłoni |
| Strona 2 |
| Wszystkie strony |
Ilu z nas zastanawiało się, co odziedziczyliśmy po matce, ojcu, dziadkach? Może bardziej właściwie byłoby zapytać, kto nie stawiał przed sobą tych pytań?

Moją odpowiedzią będzie pytanie - dlaczego chcesz to wiedzieć? Z „czystej" ciekawości? Może zauważasz, że robisz coś podobnie, jak ktoś z twoich bliskich? Może jakąś cechę bardzo cenisz i chciałbyś ją odziedziczyć? Może wręcz przeciwnie- obawiasz się, że... Od tych pytań w dużej mierze zależy to, co znajdziesz jako odpowiedź.
Jesteś głupi. Sknera. Maruda. Brzydki. Ładna. Plotkara. Inteligentny. Grubas. Idiotka...
Z wieloma określeniami siebie samych spotykamy się w swoim życiu. Wiele spośród nich wywołuje u nas natychmiastowy bunt, niektóre dopiero z biegiem czasu zaczynają ciążyć. Przed większością się wzbraniamy. Przezwiska często nadają nam bliscy, przyjaciele, znajomi, ludzie, z którymi czujemy się związani. Na niektóre spośród nich się zgadzamy, po prostu się przyjmują. Przyzwalamy na te, które nas nie wartościują. Są jednak epitety, nazwy, które sami sobie nadajemy. Jeśli jest to nasz wybór, nie ma w tym nic złego. Dzieje się jednak też tak, że nadajemy sobie określenie, które wcale nie wynika z naszej chęci utożsamienia się. Nie wydaje nam się dobre, a jednak wiążemy je ze sobą, często na bardzo długo. Myślę tu na przykład o zjawisku DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Cieszy fakt, gdy ktoś po długich zmaganiach- świadomych lub nie- potrafi się przyznać do swojej przeszłości i związanych z nią trudności. Traktujemy to jako przełom, etap w drodze rozwoju. I słusznie. Wyznanie jednak „mam z tym problem", nie równa się „jestem tym problemem/ on jest we mnie". Często zdarza się , że nie dostrzegamy między nimi różnicy, a jest ona bardzo znacząca. „Jestem"... kobietą, Polką, studentem. Jestem kobietą i Polką i tego nie zmienię, to coś co mnie określa, co się nie zmieni. Studentem przestanę kiedyś być, dziś jest to jednak równie bierna nazwa. Ponadto każdy student wie, że nie jest ona równoznaczna z faktem „studiowania".
Nasza racjonalność podpowiada, że nazywając tworzymy coś niepowtarzalnego, absolutnie wyjątkowego. Różnie przebiega nadawanie imienia. W wybranych plemionach czekano, aż dana osoba ujawni szczególne cechy, umiejętności. W innych kulturach była ściśle ograniczona ilość imion, dlatego wstrzymywano się z nadaniem imienia do czasu, aż umrze poprzedni jego właściciel. Wreszcie, ten proces związany jest z rytuałami przejścia, wyznacznikiem zmiany... Bliższe naszej kulturze jest nadawanie imion osób Świętych, które również nie jest pozbawione myślenia magicznego. Zgodzimy się, że we wszystkich kulturach to, jakie imię nosimy i jak je nam nadano ma wielkie znaczenie. Dlaczego? Główną przyczyną jest tu myślenie o określeniu, które będzie nas kształtowało. Będzie z nami tak związane, że nie wiadomo będzie czy to ono ma na nas wpływ, czy to my je zmieniamy przez tę więź. Wracając do DDA... W wyniku swoistej autodiagnozy (nie zastanawiamy się w tym miejscu nad jej słusznością), zachodzi mały rytuał nadania imienia. Coś porządkujemy, kategoryzujemy, zamykamy. Czy chciałbyś, aby cię wrzucono do szuflady o tajemniczej nazwie DDA i zamknięto tam raz na zawsze? Odpowiesz, że zrobiono to bez twojej zgody, „ktoś" ci to zrobił... Jak bardzo jesteś w błędzie. Nikt nie może tego zrobić, jeśli tam sam nie wejdziesz i nie spalisz za sobą mostów.
Proszę nie zrozumieć mnie źle. Nie zaprzeczam istnieniu szeregu konsekwencji, cech, które mogą ujawnić się w dziecku pochodzącym z rodziny alkoholowej. Uzależnienie od alkoholu rodziców MA wpływ na funkcjonowanie dziecka, może je w jakimś stopniu zaburzyć. Istotą tutaj jest fakt nazwania samego siebie „dzieckiem alkoholika", „dzieckiem z rodziny niepełnej", swoiste przyczepienie na własnej piersi etykietki z wyrokiem. Takie skategoryzowanie grozi obłędem na tym punkcie. Jest „doskonałą" odpowiedzią uwalniającą z poczucia obowiązku, sprawczości, mocy działania, wolnej woli wyboru, podjęcia aktywności... To usprawiedliwienie, które sami sobie wystawiamy jest silną pokusą- podziwiam tego, kto zdołał się jej oprzeć. To samo tyczy się osób z rodzin niepełnych. Nieobecność ojca/ matki w procesie dorastania nie oznacza braku umiejętności odczuwania i okazywania miłości, niemożności stworzenia trwałego i szczęśliwego związku itd. Prawdziwie ludzie są niezwykłymi stworzeniami! Zdolni do noszenia nieskończonych ciężarów, nawet, gdy to zupełnie niepotrzebne. Gotowi są nawet przyznać, że zjawiska pogodowe są na tyle złożone, że pogoda na kolejny dzień jest nie do przewidzenia ze 100% pewnością. Te same osoby, całe swoje życie śmiało podsumowują jednym stwierdzeniem.




