Dlaczego nie jest jak przed ślubem?
Jak pisałam w ostatnim artykule, często już nawet młode mężatki powtarzają to zdanie. „Przed ślubem był miły, szarmancki, ciepły, mówił miłe słówka, kupował kwiaty, prezenty, często gdzieś zabierał, po prostu się starał, a teraz tylko ciepłe kapcie, piwko i telewizor”.
Dlaczego mężczyźni się mniej starają?
Wydaje mi się, że to nie do końca tak. Jak ze wszystkim, także i kwestia „starania się” jest sprawą obydwu stron. W pewnym sensie wynikać to może z faktu, iż małżeństwo współcześnie rzadko jest ważnym wydarzeniem, swoistą granicą. Ludzie którzy już przed ślubem żyją jak małżeństwo, wszystko mają już za sobą. Wszystko jest im znane: wspólne mieszkanie (próba), współżycie, ciało partnera. Małżeństwo, które wchodzi w sakramentalny związek z czystą kartką, cieszy się wszystkim dziewiczo. Wszystko jest nowe, do odkrycia, jeszcze przed nimi.
Niektórzy powiedzą, że młodzi małżonkowie mogą się kłócić przy nagłym zamieszkaniu razem, bez wcześniejszej próby. To prawda, ale po co próba? Czy przy próbie nie ma kłótni? Poza tym to trochę inna bajka. Mieszkanie dwojga młodych na próbę, bez małżeństwa, do niczego nie zobowiązuje. Dlatego też para taka dokładnie wie, że nie może pozwolić sobie na zupełnie wszystko, bo jakikolwiek, nawet pozornie niegroźny ruch, może skończyć się rozstaniem i złamaniem przynajmniej jednego serca. Nie wiąże ich bowiem żadne zobowiązanie, mają prawo się rozstać. Młodzi wówczas unikają sporów, nie są w 100% naturalni. Dopiero owa naturalność przychodzi po ślubie (dość poważnym zobowiązaniu), a wówczas rodzi się, zazwyczaj w kobiecie, znane już pytanie: „Dlaczego nie jest jak przed ślubem?”. Jasne, że małżeństwo też się pokłóci, ale w związku sakramentalnym trudniej jest się po prostu rozstać, wyprowadzić się. Młodzi małżonkowie poznają w stu procentach naturalne zachowania współmałżonka i uczą się je akceptować.
Obietnice, że narzeczeni mieszkają razem i nie współżyją nie są dla mnie zbytnio przekonujące. W skrajnych przypadkach może tak faktycznie być, chociaż 2 osoby leżące w 1 łóżku 366 dni w roku, darzące się miłością, musiałyby być poważnie chore, gdyby nie chciały współżyć. Nie jest jednak niczym dobrym też, gdy chłopak mieszka z dziewczyną, wie kiedy ona się kąpie, widzi ją w szlafroku, bieliźnie. To już jest relacja erotyczna. Czy nie ciekawiej poznawać fizyczną stronę drugiej osoby już w małżeństwie? Zachwycać się jej pięknem? Uczyć się jej? Może wówczas byłoby jeszcze lepiej niż przed małżeństwem? W narzeczeństwie, czy wcześniej jest tyle sposobów na wspólne, twórcze spędzanie czasu. To wtedy jest czas na to, by poznać się i zdecydować, czy to jest ta osoba na resztę życia. W momencie, gdy wchodzimy już w związek fizyczny – we współżycie, trochę uniemożliwiamy sobie poznanie drugiej osoby. Seks jest bowiem tak silnym doznaniem ponad fizycznym, że związuje ludzi, związuje ich bardzo silnie niezależnie od tego, czy kogoś znamy, czy nie, a nawet pomaga nam nie zauważać wad drugiej osoby. Nic więc dziwnego, że po kilku latach współmałżonek może okazać się kimś zupełnie obcym, często wręcz nieznośnym, bo wady, których wcześniej postanowiliśmy nie zauważać, teraz okazują się nieznośne. Dajmy sobie możliwość i poznajmy się wcześniej. By było dobrze po ślubie, musimy starać się już przed nim!!
Autor: Izabelka





Komentarze
PS. Ja jestem po ślubie. Nie mieszkaliśmy wczesniej razem - ale bylismy parą pełną parą przez 4 piękne lata. Seks niczego nie popsuł, kapci nie nosimy, zaskakujemy sie, ale to już jest kwestia NASZEGO związku i NAS. pozdro
sakrament nie kosztuje...
I co znaczy "wie już na pewno"? Dopóki nie zaślubujesz, nie pojawi się na Twojej ręce obrączka - jesteś wolna. Masz pełne prawo się rozmyśleć (chociaż wcale Ci tego nie życzę;) ) .
A seks zmienia dużo. Zawsze.
Prawda jest taka, że nie tyle kosztują "usługi księdza" w kościele, o ile prąd, ogrzewanie budynku, wystrojenie, trzeba też zapłacić organiście itp. A skoro młoda para ma full kasy by urządzić wielkie wesele itd, to dlaczego np. organista nie ma dostać pieniędzy za swoją posługę?
Znam wiele przypadków, gdy i te koszty kapłani pomijali, bo młodych po prostu nie było stać.
A i z obrączką można zrezygnować, jasne. Tylko trzeba by się wtedy zastanowić, co znaczy dla Ciebie sakrament, czym dla Ciebie są Słowa Przysięgi składane m.in. przed Bogiem i wieloma świadkami.
To Tobie ma zależeć na tym by żyć w zgodzie z prawem Bożym, a nie Ty robisz łaskę Kościołowi że się hajtniesz.
"Taka postawa przed małżeństwem prowadzi do romansów i szantażów emocjonalnych – zwłaszcza ze strony mężczyzn wobec kobiet." - raz, że może prowadzić, a nie prowadzi i na jakiej podstawie ktoś tak twierdzi? dwa, dyskryminuje się jak zwykle kobiety, nawet w takim banalnym przykładzie.
"Niedojrzali lub wyuzdani mężczyźni są skłonni okazywać kobiecie jakąś formę czułości jedynie wtedy, gdy zaraz zostaną „nagrodzeni” współżyciem seksualnym." - to samo może tyczyć się kobiet. ale założenie jest błędne, seks nie jest jakąś nagrodą a czymś podstawowym
"Z kolei w małżeństwie taka postawa może doprowadzić nawet do – zamaskowanej lub jawnej - formy gwałtu. " a tego to już kompletnie nie czaję!!
A więc podsumowując, cieszmy się zajebistym seksem bez żadnej pruderii i hipokryzji!!
A ci, którzy wyrzekają się seksu, szukają sobie kompensacji w innych formach aktywności, ale raczej-prawie-na pewno nie da się zagłuszyć naszego najbardziej naturalnego popędu.
I bez sensu jest walczyć ze swoim temperamentem. Ktoś myśli o seksie "cały czas"? Niech znajdzie sobie osobę, która myśli podobnie i niech się uszczęśliwiają (co wpływa pozytywnie i na świat zewnętrzny) miast popadać w poczucie winy!