Argumenty przeciw
Jakie są argumenty przemawiające przeciw czekaniu z seksem do ślubu?
Będziemy chcieli stworzyć artykuły odpowiadające na argumenty przeciwko czekani z seksem do ślubu. Prosimy o dopisywanie w komentarzach innych argumentów, które mogłyby być istotne.
- Przyjemność - chęć czerpania przyjemności z seksu
- Ciekawość - chciałoby się wiedzieć jak to jest
- Trud związany z czekaniem - trudno jest czekać, łatwiej jest nie czekać
- Presja środowiska - "no bo wszyscy już to robili"
- Sprawdzenie sie - w obawie przed niedopasowaniem seksualnym
- Nie przywiązywanie wagi do ślubu
Autor: Tomek





Komentarze
btw , seks w wyliczona noc poslubna o okreslonej porze ,bez wzgledu czy ktos ma czy nie ma na to ochoty i jest spity po wlasnym weselu uwazam za obrzydlistwo
Napisano na portalu moim zdaniem dość trywialne argumenty "za" współżyciem seksualnym przed ślubem. Ciekawość ? Presja otoczenia? Sprawdzenie się? Bzdury jakieś. Niewiele znajdzie się osób wierzących(choć niekoniecznie), moralnych, ktore decydując się na współżycie przedmałżeńskie, kierowały sie własnie tymi pobudkami.
Natomiast smutne jest własnie to, że nie bierzę się pod uwagę - MIŁOŚCI. Czyż to własnie nie z tego powodu zawiera sie związki małżeńskie i seks jest najwyższą formą wyrażania jej drugiej osobie ?
Religia nasza (z tego co wiem) nie mówi o współżyciu przedmałżeńkim dosłownie w przykazaniach bożych. Mamy tylko szóste przykazanie - nie cudzołóż. Cudzołóstwo jako termin religijny, określający zdradę małżeńską. Nie ma w nim mowy o niemożności współżycia bez obrączki na palcu z osobą którą kochamy. Szóste przykazanie, nakazuje także miłość czystą. Zakazuje równocześnie wszystkiego, co tę czystość osłabia lub ją niszczy. Wniosek za tym idzie, że jeśli jest się w związku dwóch dusz tworzących jedno; osób kochających się, u których seks jest czysty, niewulgarny i tylko, i wyłącznie wzmacniający więź partnerów, a nie niszczący ich relacje, to nie powinien byż uznawany za grzech. A na pewno nie za śmiertelny.
Idąc tym tropem możnaby rzec, że nawet po ślubie jeśli seks staje się "brudnym" aktem seksualnym, polegającym na fetyszach, perwersjach, zboczeniach, dewiacjach staje się grzechem.
Jak więc do tego ma się miłość czysta, piękna bez związku małżeńskiego? W tej sytuacji powinna być mniej grzeszna albo i w ogóle. Albo co jeśli zawiera się związek małżeński z obowiązku, z litości, z musu, z desperacji lub z powodu innych okoliczności,a nie miłości ? Seks w takim przypadku nie jest grzechem, ale ważne, że jest po zawarciu związku małżeńskiego ? Mimo, że nie jest wyrazem miłości? Totalny non sens i nic a nic się nie ma do głównej istoty seksu z perspektywy religii.
Dlatego moim zdaniem cała ta otoczka wokół seksu przedmałżeńskiego jest przesadzona! Za bardzo rozciągnięta, a etycy, duchowni popadają w skrajności w swoich naukach.
To księża zbiegiem lat kurczowo trzymając się powszechnie przyjętej zasady : seks bez ślubu jest złem oraz religia ewolując, doprowadziły do tego, że zaczęto dorabiać swoje ideologie do jednego przykazania. Owszem. Jest mowa w Biblii o czystości jakiej trzeba dochować , ale dlatego, że Bóg chce abyśmy strzegli się przypadkowego seksu wynikajacego tylko i wyłacznie z chęci zaspokojenia swoich rządzy, pożądania. Byśmy nie traktowali go jak zwykłego aktu pomiędzy dwoma ludźmi, czy czynności życiowej jak każdej innej, ale aby przeznaczyć to dla tej jednej , jedynej osoby z którą łączy nas miłość. Wiadomo, przyjęło się, że mąż/żona to na pewno ta osoba, ta jedyna, ale już nie w tych czasch, nie w praktyce. Tym bardziej jeśli można kochać się równie mocno lub mocniej już przed samym slubem.
Od każdej reguły są przeciec wyjątki. Tym bardziej, że Bóg sam stworzył seks, popęd seksualny jako najwyższy wyraz miłości. Podobnie jak stawia przed nami ludzi których potem kochamy i stają się dla nas całym życiem, mimo, że nie stanęli na ślubnym kobiercu. Jeśli powierzamy mu swoje żuycie, ufamy mu, a on nas doprowadza do stanu kiedy podejmujemy decyzję współżycia bez ślubu to widczonie tego chcę. Nie można myśleć w ten sposób?
Dlatego myślę, że to chyba nie chodzi o takie popadanie w skrajności.
Zresztą aby zdecydować się na wspólne życie trzeba poznać się wzajemnie dogłębnie, nawet w tej sferze. Moim zdaniem.
Bóg też nie jest katem za jakiego robią go księża. Jest miłosierny i kocha nas miłością bezgraniczną, wybaczając nam wszystkie, nawet największe grzechy. Czemu miałby tępić dwóch kochających się ludzi, którzy bez obrączki w sposób fizyczny okazują sobie najwyższą formę uczuć dwóch bliźnich?
Dlaczego więc miłości polegającej na prawdziwym oddaniu i wierności , nie zaliczać do najważniejszego argumentu "za" seksem przedmałżeńskim ?
Pomyśl o konsekwencjach myślenia, które promujesz. Głównym celem stosunku seksualnego nie jest przyjemność, a nawet nie okazanie miłości partnerowi. Tym, co powinno nam zawsze towarzyszyć w świadomości jest możliwość poczęcia nowego życia. Oczywiście, że mając odpowiednią wiedzę potrafimy określić czy poczęcie jest akurat realne, czy nie i nie oznacza to wcale, że nie powinniśmy współżyć w dni niepłodne (to by było to przegięcie, o którym mówisz). Jednak celem seksu jest prokreacja. Zawsze. Konsekwencje są jasne.
Jeśli inne argumenty do Ciebie nie trafiają, pomyśl chociaż o tym. Chyba, że nieślubne dziecko uważasz również za coś normalnego, bo skoro dwoje ludzi się kocha, to czemu nie... Idąc tym tropem dwoje kochających się ludzi może zacząć sięgać po antykoncepcję, a potem może po aborcję? Bo przecież tak bardzo się kochają, ale nie chcą mieć dziecka...
Bóg jest Dobrym Ojcem, miłosiernym i łaskawym- to niezaprzeczalna prawda. Jednak nie może to służyć jako argument do czynienia wszystkiego, "bo Bóg i tak mi wybaczy". Skoro Pan Bóg pokazuje nam na kartach Pisma Świętego, że współżycie poza małżeństwem jest cudzołóstwem i ponawia, nawet rozwija tę naukę poprzez Kościół, który jest Ciałem Chrystusa? Może należałoby Mu zaufać?
Jeżeli miłość jest tak wielka to czemu nie wziąć ślubu? Czekać na jeszcze większą?
Wybaczcie to co napiszę "Moherki", ale nie jest tak jak piszecie: "Jednak celem seksu jest prokreacja. Zawsze. Konsekwencje są jasne." Otóż nie - prokreacja jest możne celem 1 promila wszystkich stosunków seksualnych. A zapewne znacznie mniej... Nie wiem dlaczego tego nie chcecie czy nie potraficie zrozumieć? Seks jest wyrazem miłości. Nie jest tylko środkiem do posiadania dzieci. To tylko wyjątkowo (w moim przypadku 2 razy w życiu na kilka tysięcy stosunków). Seks jest wyrazem miłości i bliskości... Jest dowodem zaufania i oddania... Jest najpiękniejszą rzeczą jaką mogą sobie ofiarować kochający się ludzie. Jest też wieloma innymi sprawami które są tutaj mniej ważne (jak np. redukcja stresu, rozładowanie napięcia, dowartościowanie siebie, przyjemność - własna i cudza, itd...).
Skoro seks jest wyrazem miłości - tym najwyższym wyrazem - to czemu czekać z nim aż do ślubu? Ślub przecież wcale miłości nie wymaga, tak naprawdę to wymysł XX wieku by brać ślub z miłości - wcześniej nikt o takich fanaberiach nie słyszał...
Z kolei gdy jest miłość - jest miejsce na seks. I w pewnym momencie jest i miejsce na ślub jeżeli oboje tego akurat pragną...
Seks jest od ślubu niezależny... Nie wiem dlaczego łączycie tak uparcie te dwie kwestie...
Ponieważ TO właśnie czujemy. Rozumiem, że miłość jest Twoim zdaniem nierozerwalnie sprzężona z małżeństwem, katolicy mają monopol na jej odczuwanie, a żeby móc ją poczuć, trzeba przejść rytuał inicjacyjny w postaci ślubu, który czyni nas zdolnymi do kochania. Bez tego nie ma miłości i ci, którzy nie wierzą bądź też nie zamierzają wziąć ślubu, nigdy jej nie dostąpią. Teraz ja spytam Ciebie - dlaczego "stawiasz" sobie prawo do kwestionowania czyjejś miłości? Dlaczego sądzisz , że jest gorsza od Twojej?
Tego, że seks służy wyłącznie do prokreacji nawet nie komentuje. Życzę za to szczęśliwego, pełnego radości i ciepła, pożycia.
I jeszcze jedna kwestia - poruszył ktoś wcześniej sprawę rozwoju osobniczego. Ja jestem ciekawa jak to wpływa na człowieka, kiedy nie rozwija w ogóle swojej sfery seksualnej (niezwykle przecież ważnej), a potem od razu z noc poślubną uprawia seks (chociaż wcześniej nie próbował żadnych pieszczot, a nawet się nie rozebrał przed partnerem). Ja sobie nie wyobrażam czegoś takiego. Potrzebowałabym czasu, żeby się z tym wszystkim oswoić. Skok na głęboką wodę jest kiepskim pomysłem w moim przekonaniu, ale psychologiem nie jestem.